Blog o cieniach i blaskach pracy lekarza weterynarii od zwierząt egzotycznych oraz niesamowitościach otaczającej nas przyrody / Zgodnie z art.8. Kodeksu Etyki Lekarza Weterynarii oznajmiam, że prezentowane tu treści odzwierciedlają moje poglądy i nie muszą odzwierciedlać stanowiska samorządu zawodowego.
sobota, 9 października 2021
O obrzękniętych żółwiach
poniedziałek, 5 października 2020
"Ropka pod oczkiem", czyli 0 tym, że problem z okiem może być spowodowany zębami
"Ropka pod oczkiem" - brzmiał wpis w grafiku, anonsujący jednego z chomiczych pacjentów zapisanych do mnie któregoś wrześniowego dnia. "Ropka pod oczkiem" rodzi wiele podejrzeń. Może być to kwestia po prostu zapalenia spojówek, wynikającego z podrażnienia ich na przykład pylącą ściółką. Drobiny kurzu osiadają na powierzchni spojówki i powodują stan zapalny. Wszyscy wiemy, jak irytujący jest stan, gdy "coś nam wpadnie do oka". Gdy "ropka pod oczkiem" dotyczy świnek morskich albo królików, sprawa robi się bardziej skomplikowana, gdyż u nich "problem z oczkiem" bardzo często okazuje się być kwestią nie tyle okulistyczną, co pierwotnie stomatologiczną w swej istocie. U tych ssaków zęby "policzkowe", a więc trzonowce i przedtrzonowce są tak specyficznie zbudowane, że rosną przez całe życie (o hypselodontyzmie - bo tak się to mądrze nazywa - jeszcze kiedyś napiszę w osobnym wpisie), a przy zaburzeniach tego wzrostu może dojść do sytuacji, gdy tkwiący w kościach szczęki fragment korony zębowej zacznie od wewnątrz uciskać na kanał nosowo-łzowy ("tunel" w kościach czaszki, dzięki któremu nadmiar produkowanych łez odprowadzany jest do jamy nosowej) lub bezpośrednio podrażniać gałkę oczną. Chomiki jednak należą do tych gryzoni, u których stały wzrost obserwuje się jedynie w przypadku siekaczy - tych przednich, najbardziej rzucających się w oczy zębów. Czy zatem możemy u nich z góry wykluczyć zęby jako przyczynę "ropki z oka"?
| Prawy górny siekacz o cechach skrajnego przerostu |
Mały gryzoń został znieczulony, ząb odpowiednio skrócony, a drobny zabieg chirurgiczny pozwolił usunąć jego fragment tkwiący w tkankach. Jakimś cudem zwierzaczek radził sobie z jedzeniem na tyle dobrze, że nie wychudł i mimo tak poważnego utrudnienia, najwyraźniej przyjmował wystarczającą ilość kalorii, by utrzymać wagę i typowo chomiczą aktywność. Jak długo musiał trwać ten stan? Z pewnością przerost nie nastąpił w kilka dni. Tempo wzrostu siekaczy jest stosunkowo szybkie i u królików wynosi nawet niemal 4 mm na tydzień, u szczurów - około 2,5 mm na tydzień i tyleż samo u susła Richardsona (Urocitellus richardsonii), obecnie znanego również jako susłogon preriowy. Tempo wzrostu u zwierząt utrzymywanych w domach jest raczej stałe, jednak u gatunków zasiedlających tereny o wyraźnych cyklach rocznych da się zaobserwować różnice w tempie wzrostu siekaczy wraz ze zmieniającymi się porami roku. Na przykład u bobra kanadyjskiego (Castor canadensis) tempo wzrostu górnych siekaczy wyraźnie spowalnia pod koniec lata, wraz z nastaniem jesieni, co naukowcy zaobserwowali pod obiektywami mikroskopów w histologicznej budowie zębiny. Okazuje się, że da się z niej "czytać" nieco podobnie jak ze słojów na przekroju pnia - temperatura otoczenia czy długość dnia świetlnego wpływa na szerokość poszczególnych pasm okołowierzchołkowych, ukazując mniej lub bardziej intensywny przyrost zębów na długość. W literaturze spotkać się można wręcz ze stwierdzeniem "strefy hibernacyjne" w przypadku gatunków zapadających w sen zimowy. Weźmy na przykład wspomnianego susłogona, u którego zimowy przyrost zębiny wynosił mniej niż 3% tempa przyrostu w okresie wiosenno-letnim. Co ciekawe, wzrost dolnych siekaczy (przynajmniej u bobrów) wydaje się być niewrażliwy na zmienność warunków klimatycznych. Wspomnieć też należy, że tempo przyrostu siekaczy na długość zmniejsza się wraz z wiekiem zwierzęcia. Potwierdzono to m.in. u susłów długoogoniastych alias susłogonów falistych (Urocitellus undulatus), myszarek polnych (Apodemus agrarius), myszarek leśnych (Apodemus flavicollis) czy świstaków ałtajsko-tiańszańskich (Marmota baibacina).
poniedziałek, 31 sierpnia 2020
Drążący problem, czyli o świńskim świerzbie i czarownicach
Mówi się, że przysłowia i powiedzenia to kopalnia ludowej mądrości i zawsze trzeba wyciągać z nich odpowiednie wnioski. "Podkładanie komuś świni" nie kojarzy nam się zbyt pozytywnie, zgoła wręcz wrogo i niegodziwie. Dzisiaj jednak chciałbym udowodnić, że nie zawsze "podłożenie komuś świni" jest wynikiem złej woli i skutkuje negatywnymi konsekwencjami ;)
![]() |
Taki mały, a tak kłopotliwy - Sarcoptes scabiei var. suis |
Po serii trzech dawek leku przeciwpasożytniczego Batman wyglądał już dużo lepiej. Jak na Mrocznego Rycerza przystało, kurację zniósł bardzo dzielnie, chociaż pewnie pół osiedla przy ul. Alternatywy słyszało, kiedy dostawał swoje zastrzyki ;) Swędzenie najwyraźniej minęło, a Batman może już zająć się czymś innym niż drapaniem. Skoro tak, my poruszymy jeszcze dwie powiązane, chociaż nieco odrębne kwestie.
poniedziałek, 17 sierpnia 2020
Kula do kręgli w brzuchu, czyli o potrzebie badań histopatologicznych
Chirurgiczne interwencje u samic jaszczurek wiążą się najczęściej z układem rozrodczym, a dokładniej z problemami z prawidłową owulacją komórek jajowych. Potocznie mówi się o "przedowulacyjnym zaparciu jaj" czy "kulach żółtkowych", co w istocie oznacza patologicznie długie "zaleganie" komórek jajowych na jajnikach i wszystkie tego negatywne konsekwencje (do odżółtkowego zapalenia otrzewnej prowadzącego często do śmierci włącznie). Dzisiejszy wpis jednak nie o takim "pospolitym" przypadku traktował będzie. Wszak "kule żółtkowe" to nie jedyne przykre dolegliwości, jakie mogą przytrafić się gadzim paniom.
O kocich biedach
Weterynaryjny Wtorek! Coś się od tematu kotów ostatnio nie można uwolnić, ale jak spływają dobre wieści, to warto o nich głośno mówić! Wra...


