Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weterynaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weterynaria. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 października 2021

O obrzękniętych żółwiach


Jednym z objawów regularnie odnotowywanych u gadzich pacjentów jest anasarca. Anasarca, która nie ma jakiegoś konkretnego odpowiednika w nazewnictwie polskim, to uogólniony obrzęk manifestujący się jako "spuchnięcie" całego ciała. Zwierzę lub człowiek wygląda, jakby ktoś go napompował niczym ludzika Michelin, a to za sprawą gromadzenia się płynów w tkance podskórnej. Objaw ten najczęściej widuję u żółwi, zarówno lądowych, jak i wodnych.
Uogólniony obrzęk u żółwia stepowego
Najczęściej wiążemy ją z niewydolnością nerek. Problem w tym, że anasarca nie jest objawem specyficznym dla tego problemu. Jak można się spodziewać po tak rozległej patologii, ma ona wiele różnych przyczyn. Poza zaburzeniami funkcji nerek wystąpić może także jako skutek niewydolności wątroby, niewydolności serca (u ssaków prawokomorowej, u żółwi... no cóż... nie ma pełnego podziału na dwie osobne komory), enteropatii białkogubnej, przewlekłego niedożywienia, znacznego zapasożycenia... Praktycznie wszystkie te problemy mają jeden wspólny mianownik - prowadzą do utraty białek krwi, szczególnie albumin, co ostatecznie manifestuje się "przesunięciem" płynów z łożyska naczyniowego (czyli żył, tętnic, naczyń włosowatych i limfatycznych) do tkanek.
Uogólniony obrzęk u żółwia stepowego
Niestety anasarca to dowód na znaczne zaawansowanie procesów patologicznych. Jej wystąpienie zawsze wiąże się z ostrożnymi rokowaniami, szczególnie jeśli u jej podstaw faktycznie leżą problemy nefrologiczne. W dużym uproszczeniu - brak prawidłowej "filtracji" krwi ze zbędnych i toksycznych substancji prowadzi do powolnego podtruwania całego organizmu. Tym bardziej poważny to problem, że nerki są narządami, które nie regenerują się, jak - powiedzmy - wątroba. Tak więc niewydolności nerek nie da się wyleczyć! Przy pomyślnych wiatrach i ciężkiej pracy da się ją stabilizować i utrzymywać na poziomie zapewniającym komfort życia pacjenta. A że niewydolność nerek jest jedną z najpoważniejszych konsekwencji nieprawidłowych warunków utrzymania u gadów... Ponownie, do znudzenia, powtarzał zatem będę, że PODSTAWĄ zdrowia naszego podopiecznego jest zapewnienie mu właściwych warunków, spełniających jego wymogi. Niewłaściwa dieta, brak profilaktyki, niedostosowana temperatura otoczenia... Niby banały, a pacjentów z problemami, których tak łatwo uniknąć, wciąż nie brakuje...
Wykorzystana literatura:
● Chitty J. i Raftery, A. "Generalised Oedema or Anasarca" w "Essentials of Tortoise Medicine and Surgery"
● Vogelaar J.L i wsp. "Anasarca, hypoalbuminemia, and anemia: what is the correlation?"; Clinical Pediatrics

poniedziałek, 5 października 2020

"Ropka pod oczkiem", czyli 0 tym, że problem z okiem może być spowodowany zębami

    "Ropka pod oczkiem" - brzmiał wpis w grafiku, anonsujący jednego z chomiczych pacjentów zapisanych do mnie któregoś wrześniowego dnia. "Ropka pod oczkiem" rodzi wiele podejrzeń. Może być to kwestia po prostu zapalenia spojówek, wynikającego z podrażnienia ich na przykład pylącą ściółką. Drobiny kurzu osiadają na powierzchni spojówki i powodują stan zapalny. Wszyscy wiemy, jak irytujący jest stan, gdy "coś nam wpadnie do oka". Gdy "ropka pod oczkiem" dotyczy świnek morskich albo królików, sprawa robi się bardziej skomplikowana, gdyż u nich "problem z oczkiem" bardzo często okazuje się być kwestią nie tyle okulistyczną, co pierwotnie stomatologiczną w swej istocie. U tych ssaków zęby "policzkowe", a więc trzonowce i przedtrzonowce są tak specyficznie zbudowane, że rosną przez całe życie (o hypselodontyzmie - bo tak się to mądrze nazywa - jeszcze kiedyś napiszę w osobnym wpisie), a przy zaburzeniach tego wzrostu może dojść do sytuacji, gdy tkwiący w kościach szczęki fragment korony zębowej zacznie od wewnątrz uciskać na kanał nosowo-łzowy ("tunel" w kościach czaszki, dzięki któremu nadmiar produkowanych łez odprowadzany jest do jamy nosowej) lub bezpośrednio podrażniać gałkę oczną. Chomiki jednak należą do tych gryzoni, u których stały wzrost obserwuje się jedynie w przypadku siekaczy - tych przednich, najbardziej rzucających się w oczy zębów. Czy zatem możemy u nich z góry wykluczyć zęby jako przyczynę "ropki z oka"?


    Okazuje się, że nie! Gdy chomik dżungarski (Phodopus sungorus) trafił na wizytę, owa "ropka" okazała się być... zębem! Prawym górnym siekaczem, żeby być dokładnym. Ten, z jakichś powodów nie znajdując powierzchni ściernej w swoim dolnym odpowiedniku, zaczął przerastać w sposób niekontrolowany. A że natura nadała mu dosyć wyraźnie zakrzywiony kształt, w pewnym momencie zaczął "zawracać" do wnętrza jamy ustnej. Tam napotkał podniebienie, ale i to nie było dla niego przeszkodą - po prostu w nie wrósł, aż w swym dążeniu do nieustannego wzrostu znów zaczął się zawijać, tym razem w stronę nosa. Na szczęście ominął jamę nosową i przebił się na zewnątrz przez skórę, uwidaczniając mniej więcej w połowie długości odcinka prawe oko-prawe nozdrze. Z początku nie byłem do końca świadom, na co patrzę. Gdy maleńkiego i jakże żwawego pacjenta wziąłem do ręki, myślałem że to jakaś nietypowa brodawka. Jednak dokładniejsza inspekcja ujawniła, że prawda jest zdecydowanie bardziej spektakularna.

Widok ogólny na pacjenta

Prawy górny siekacz o cechach skrajnego przerostu

    Mały gryzoń został znieczulony, ząb odpowiednio skrócony, a drobny zabieg chirurgiczny pozwolił usunąć jego fragment tkwiący w tkankach. Jakimś cudem zwierzaczek radził sobie z jedzeniem na tyle dobrze, że nie wychudł i mimo tak poważnego utrudnienia, najwyraźniej przyjmował wystarczającą ilość kalorii, by utrzymać wagę i typowo chomiczą aktywność. Jak długo musiał trwać ten stan? Z pewnością przerost nie nastąpił w kilka dni. Tempo wzrostu siekaczy jest stosunkowo szybkie i u królików wynosi nawet niemal 4 mm na tydzień, u szczurów - około 2,5 mm na tydzień i tyleż samo u susła Richardsona (Urocitellus richardsonii), obecnie znanego również jako susłogon preriowy. Tempo wzrostu u zwierząt utrzymywanych w domach jest raczej stałe, jednak u gatunków zasiedlających tereny o wyraźnych cyklach rocznych da się zaobserwować różnice w tempie wzrostu siekaczy wraz ze zmieniającymi się porami roku. Na przykład u bobra kanadyjskiego (Castor canadensis) tempo wzrostu górnych siekaczy wyraźnie spowalnia pod koniec lata, wraz z nastaniem jesieni, co naukowcy zaobserwowali pod obiektywami mikroskopów w histologicznej budowie zębiny. Okazuje się, że da się z niej "czytać" nieco podobnie jak ze słojów na przekroju pnia - temperatura otoczenia czy długość dnia świetlnego wpływa na szerokość poszczególnych pasm okołowierzchołkowych, ukazując mniej lub bardziej intensywny przyrost zębów na długość. W literaturze spotkać się można wręcz ze stwierdzeniem "strefy hibernacyjne" w przypadku gatunków zapadających w sen zimowy. Weźmy na przykład wspomnianego susłogona, u którego zimowy przyrost zębiny wynosił mniej niż 3% tempa przyrostu w okresie wiosenno-letnim. Co ciekawe, wzrost dolnych siekaczy (przynajmniej u bobrów) wydaje się być niewrażliwy na zmienność warunków klimatycznych. Wspomnieć też należy, że tempo przyrostu siekaczy na długość zmniejsza się wraz z wiekiem zwierzęcia. Potwierdzono to m.in. u susłów długoogoniastych alias susłogonów falistych (Urocitellus undulatus), myszarek polnych (Apodemus agrarius), myszarek leśnych (Apodemus flavicollis) czy świstaków ałtajsko-tiańszańskich (Marmota baibacina).

Pacjent po korekcji uzębienia
    Nasz główny bohater miał sporo szczęścia - po odpowiednim skorygowaniu uzębienia dość szybko się wygoił, a kolejne profilaktyczne wizyty kontrolne mają na celu wczesne wykrycie przyszłych problemów i ich zapobieganie. Ciekawym jest fakt, że o ile w warunkach domowych problemy stomatologiczne to jedne z najczęstszych przyczyn wizyt gryzoni i zajęczaków w przychodniach weterynaryjnych, u dzikich zwierząt zdarzają się stosunkowo rzadko. Nie znaczy to jednak, że nie zdarzają się w ogóle... W 1993 roku myśliwy ustrzelił w Norwegii bobra europejskiego (Castor fiber) z wyraźnie przerośniętym lewym dolnym siekaczem. Mimo wyraźnej anomalii, kondycję zwierzęcia oceniono jako dobrą, a tuż przed śmiercią - według relacji myśliwego - obgryzał brzozową gałąź. Wprawdzie już wcześniej opisywano przypadki przerostów zębów u bobrów, ale dotyczyły one w zasadzie wyłącznie osobników w chowie sztucznym, w tym w Stacji Badawczej PAN w Popielnie.

Wykorzystana literatura:
● Goodwin H.T. i wsp. "Hibernation is Recorded in Lower Incisors of Recent and Fossil Ground Squirrels (Spermophilus)"; Journal of Mammology
● Klevezal G.A. i Shchepotkin D.V. "Incisor Growth Rate in Rodents and the Record of the Entire Annual Cycle in the Incisors of Marmota baibacina centralis"; Biology Bulletin
● Klevezal G.A. i wsp. "Specific Features of the Record of Hibernation on the Incisor Surface in Allocricetulus Hamsters"; Biology Bulletin
● Klevezal G.A. i wsp. "Hibernation Records on the Surface of Incisors in Radde’s Hamster (Mesocricetus raddei, Rodentia, Cricetidae) from Dagestan"; Bulletin of the Russian Academy of Sciences
● Klevezal G.A. i Anufriev A.I. "On the growth of incisors in ground squirrels (Spermophilus) during hibernation"; Biology Bulletin
● Mancinelli E. Capello V. "Anatomy and Disorders of the Oral Cavity of Rat-like and Squirrel-like Rodents"; Veterinary Clinics: Exotic Animal Practice
● Müller J. i wsp. "Growth and wear of incisor and cheek teeth in domestic rabbits (Oryctolagus cuniculus) fed diets of different abrasiveness"; Journal of Experimental Zoology Part A: Ecological and Integrative Physiology
● Rinaldi C. i Cole T.M. "Environmental seasonality and incremental growth rates of beaver (Castor canadensis) incisors: implications for palaeobiology"; Palaeogeography, Palaeoclimatology, Palaeoecology
● Rosell F. i Kile N.B. "Abnormal incisor growth in Eurasian beaver"; Acta Theriologica
● Żurowski W. i Krzywiński A. "Anomalies in the wear of incisors in the European beaver" Acta Theriologica

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Drążący problem, czyli o świńskim świerzbie i czarownicach

    Mówi się, że przysłowia i powiedzenia to kopalnia ludowej mądrości i zawsze trzeba wyciągać z nich odpowiednie wnioski. "Podkładanie komuś świni" nie kojarzy nam się zbyt pozytywnie, zgoła wręcz wrogo i niegodziwie. Dzisiaj jednak chciałbym udowodnić, że nie zawsze "podłożenie komuś świni" jest wynikiem złej woli i skutkuje negatywnymi konsekwencjami ;)


    Poznajcie Batmana - młodą świnkę getyńską, która niebawem po trafieniu do nowego domu odwiedził mnie w przychodni Pulsvet z powodu niepokojących zmian skórnych. Młody knurek uporczywie drapał się i czochrał o różne meble i elementy wystroju domu, skórę miał zaczerwienioną, wyraźnie podrażnioną i złuszczoną. Kanały słuchowe wypełniała duża ilość woszczyny zmieszanej ze złuszczonym naskórkiem, a prosiaczek najwyraźniej cierpiał katusze świądu, którego mimo usilnych prób, nie był w stanie zaspokoić.

Poznajcie Batmana

Batman miał poważny problem dermatologiczny - świąd był tak silny, że doprowadzał do samookaleczeń

    Na szczęście w tym przypadku bardzo szybko udało się ustalić przyczynę problemów Batmana. Proste badanie - zeskrobina ze skóry oglądana pod mikroskopem - ujawniła, że Batman trafił do nowego domu z bardzo licznym towarzystwem - drobnymi, acz niezwykle dokuczliwymi roztoczami Sarcoptes scabiei var. suis. Po ludzku rzecz ujmując - Batman cierpiał z powodu świerzbu, a w jego naskórku tunele drążyły świerzbowce. Świerzbowiec drążący (Sarcoptes scabiei), bo tak brzmi oficjalna nazwa gatunku tego pajęczaka, to bardzo ciekawy zwierz, wywołujący często bardzo nieprzyjemne w skutkach choroby. Ma bardzo szeroki wachlarz żywicieli, obejmujący ssaki z bardzo odległych genetycznie taksonów. Jednocześnie gatunek wydaje się być podzielony na różne ekotypy / odmiany, wykazujące pewną specyficzność względem żywiciela. Dlatego też na ludziach występuje głównie S.s. var. hominis, na psach - var. canis, na królikach - var. cuniculi, na owcach - var. ovis itp. Świerzb daje się we znaki również wielu dzikim zwierzętom. Z pewnością niektórzy z Was kojarzą zdjęcia wyłysiałych, pokrytych strupami lisów (Vulpes vulpes) lub kojotów (Canis latrans), które szukająca sensacji prasa z lubością prezentuje jako dowód istnienia nieuchwytnej chupacabry. Świerzb sieje spustoszenie między innymi w populacjach dzikich wombatów tasmańskich (Vombatus ursinus) i szerokogłowych (Lasiorhinus latifrons)[tutaj na scenę wkracza var. womabti] czy koziorożców pirenejskich (Capra pyrenaica). Na szczęście, u zwierząt znajdujących się pod ludzką kuratelą świerzb stosunkowo dobrze reaguje na leczenie. Pamiętać tylko należy, że poza samym leczeniem przyczynowym koniecznie trzeba wspomóc skórę w regeneracji, zadbać o higienę otoczenia oraz zabezpieczyć siebie, gdyż świerzbowce - jak wspomniałem - wybredne nie są i z braku laku mogą zmienić gatunek żywiciela. Innymi słowy - świerzb ma potencjał zoonotyczny!


Taki mały, a tak kłopotliwy - Sarcoptes scabiei var. suis

    Po serii trzech dawek leku przeciwpasożytniczego Batman wyglądał już dużo lepiej. Jak na Mrocznego Rycerza przystało, kurację zniósł bardzo dzielnie, chociaż pewnie pół osiedla przy ul. Alternatywy słyszało, kiedy dostawał swoje zastrzyki ;) Swędzenie najwyraźniej minęło, a Batman może już zająć się czymś innym niż drapaniem. Skoro tak, my poruszymy jeszcze dwie powiązane, chociaż nieco odrębne kwestie.

Batman po udanej kuracji

    Świnki getyńskie (Göttingen minipig) to jedna z najmniejszych ras świni domowego (Sus scrofa f. domestica). Jej korzenie sięgają późnych lat 60-tych XX wieku, kiedy to na Uniwersytecie Georga-Augusta w Getyndze, a dokładniej w tamtejszym Institut für Tierzucht und Haustiergenetik, prowadzono prace hodowlane nad uzyskaniem niewielkiej rasy świń do wykorzystania jako zwierzęta laboratoryjne. Wprawdzie z laboratoriami kojarzą nam się bardziej szczury, króliki czy małpy, ale to świnie odgrywały wielką rolę w wielu medycznych badaniach, np. nad cukrzycą i przeszczepami transgenicznymi. Dodatkowo podobieństwo anatomiczne między poszczególnymi układami narządowymi jest większe w relacji człowiek - świnia niż człowiek - szczur. Stąd też obecnie znanych jest prawie 50 ras mini-świń, których pierwotnym przeznaczeniem było właśnie wykorzystanie laboratoryjne. Świnka getyńska powstała poprzez skrzyżowanie sprowadzonych z Hormel Institute w Austin, USA osobników rasy Minnesota minipig i wietnamskiej świni zwisłobrzuchej. Do tak powstałej mieszanki kilka lat później dodano - poprzez sztuczną inseminację - nieco genów German Landrace. Et voilà! Mamy naszą miniaturową świnkę getyńską. Z czasem została dostrzeżona również poza środowiskiem medycznym, zainteresowała się nią także branża zoologiczna, promując jako idealne zwierzę do towarzystwa. Obecnie popularnością przewyższa już do niedawna hołubione świnki wietnamskie. Niestety, gdy w grę wchodzi popularność i duży popyt na jakąś rasę, zrazu pojawia się też niebezpieczeństwo pseudohodowli. I tak też jest w tym wypadku - czystość genetyczna świnek getyńskich dostępnych na rynku może budzić pewne wątpliwości. Dość wspomnieć, że hodowla tej rasy kładła duży nacisk na uzyskanie osobników o niepigmentowanej skórze, zupełnie odwrotnie niż w przypadku "wietnamek". Wszak zmiany dermatologiczne łatwiej badać, gdy są wyraźnie widoczne. Tymczasem spora część oferowanych na rynku "getynek" jest czarna. Oficjalnie tylko cztery ośrodki na świecie zajmują się hodowlą tej rasy (Niemcy, Dania, USA i Japonia), właściwie wyłącznie do celów medycznych. Stąd też o świnkach utrzymywanych jako zwierzęta towarzyszące powinniśmy mówić raczej jako o "będących w typie świnki getyńskiej".

Świnia domowa (Sus scrofa f. domestica) - rzekomy wierzchowiec czarownic 

    Na koniec już niezwiązana z medycznym tematem dygresja. "Podłożyć świnię" nie jest typowo polskim związkiem frazeologicznym. Został on zapożyczony z języka rosyjskiego ("подложить свинью") i najprawdopodobniej nawiązuje do ludowych wierzeń, według których jedną z najskuteczniejszych metod zaszkodzenia nielubianemu sąsiadowi było podłożenie mu na próg domu świńskiej głowy. Takie działanie, wespół z odprawieniem konkretnych rytuałów, miało ściągnąć na ofiarę klątwę, nieszczęście i wszelkie troski i zgryzoty. Owszem, istnieje jeszcze interpretacja, według której powiedzenie to nawiązuje do powszechnie spotykanego w wielu religiach wschodu zakazu spożywania mięsa wieprzowego, jednak to z czarną magią w tle wydaje się być bardziej przekonujące. Wszak i w wierzeniach naszych przodków czarownice na sabat potrafiły wybierać się na latających świniach, a samo zwierzę ucieleśniało wiele ludzkich wad i przywar (stąd rzekomo obraźliwe nazywanie kogoś świnią, robienie komuś świństw, świntuszenie czy bycie świntuchem). Określenia te są niezmiernie krzywdzące, owszem, ale dla samych świń, które są zwierzętami niezwykle inteligentnymi, czystymi. Świnia, jako zwierzę nieczyste, przedstawiane jest na kartach Biblii, a bycie świniopasem było wyznacznikiem największego upadku społecznego, jak pamiętamy z przypowieści o synu marnotrawnym. Być może to błędne wyobrażenie o świńskim jestestwie wzięło się z oportunistycznego jadłospisu tych zwierząt? Wszak chociaż ma racice, to nie pogardzi padliną, czego przecież żadna szanująca się krowa, owca czy jeleń nie zrobią, prawda? Z drugiej strony w chińskiej symbolice świnia ma niezwykle pozytywny wydźwięk, podobnie jak w kulturze antycznej Grecji, Rzymu, wierzeniach starogermańskich i celtyckich. Może więc zakaz spożywania świń wynikał z potrzeby odróżnienia się od ludów pogańskich, które świnie powszechnie składały na ofiary swoim bogom?

Wykorzystana literatura:
● Arlian L.G. i Morgan M.S. "A review of Sarcoptes scabiei: past, present and future"; Parasites & Vectors
● Bosak P.Cz. "Leksykon wszystkich zwierząt Biblijnych"; wyd. Petrus
● Debnath P. i wsp. "Seroprevalence and Dermatopathology of Sarcoptes scabiei var. suis Infestation in Pigs"; Indian Journal of Animal Research
● Geurden T. i wsp. "Efficacy of ivermectin against Sarcoptes scabiei var suis in pigs"; VetRecord
● Grahofer A. iw sp. "Sarcoptes infestation in two miniature pigs with zoonotic transmission – a case report"; BMC Veterinary Research
● Laha R. i wsp. "Prevalence of Sarcoptes scabiei var. suis infestation in pigs of Meghalaya and its treatment"; Veterinary World
● Old J.M. i wsp. "Sarcoptic mange in wombats-A review and future research directions"; Transboundary and Emerging Diseases
● Peisert M. "Sus domestica - zwierzę, którego nazwy używać nie wypada"; Język a Kultura
● Pence D.B. i Ueckerman E. "Sarcoptic mange in wildlife"; Revue scientifique et technique (International Office of Epizootics)
● Scott D.W. Miller W.H. Jr. "Non-neoplastic Skin Diseases in Potbellied Pigs: Report of 13 Cases"; 獣医臨床皮膚科
● Wajda A.M. "Szkice z Biblijnego zwierzyńca"; wyd. Petrus

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Kula do kręgli w brzuchu, czyli o potrzebie badań histopatologicznych

        Chirurgiczne interwencje u samic jaszczurek wiążą się najczęściej z układem rozrodczym, a dokładniej z problemami z prawidłową owulacją komórek jajowych. Potocznie mówi się o "przedowulacyjnym zaparciu jaj" czy "kulach żółtkowych", co w istocie oznacza patologicznie długie "zaleganie" komórek jajowych na jajnikach i wszystkie tego negatywne konsekwencje (do odżółtkowego zapalenia otrzewnej prowadzącego często do śmierci włącznie). Dzisiejszy wpis jednak nie o takim "pospolitym" przypadku traktował będzie. Wszak "kule żółtkowe" to nie jedyne przykre dolegliwości, jakie mogą przytrafić się gadzim paniom.


        Widoczna na zdjęciu samiczka gekona orzęsionego (Correlophus ciliatus) przeszła niedawno zabieg kastracji (a bardziej medycznie rzecz ujmując - owariosalpingektomii) - usunięcia jajników wraz z jajowodami. Powodem była lita, twarda zmiana, bardzo wyraźnie wyczuwalna w trakcie badania klinicznego przez powłoki jamy ciała. Ba - nie tylko wyczuwalna... Była nawet widoczna, jeśli zwierzę ustawiło się w odpowiedniej pozycji - naciskała na ścianę jamy ciała, wyraźnie ją uwypuklając. Zwierzę od pewnego czasu było nieco bardziej osowiałe, mniej ruchliwe, a i apetytem nie grzeszyło. Właściciel pierwotnie podejrzewał zaparcie jaja, ale "na macanego" to "coś" raczej jajem nie było. Potwierdziło to badanie RTG, które wykluczyło obecność uwapnionego jaja. Badanie ultrasonograficzne z kolei zasugerowało nam, że zmiana może wywodzić się bezpośrednio z lewego jajnika. Cóż było czynić - pozostawało umówić zabieg i usunąć ciążące jaszczurce brzemię.

Bohaterka dzisiejszego wpisu z usuniętym z jej wnętrza zmienionym jajnikiem


        W trakcie interwencji chirurgicznej potwierdziły się wcześniejsze przypuszczenia - twór znajdował się tam, gdzie zazwyczaj ulokowany jest lewy jajnik. Zabieg przebiegł bezproblemowo, samiczka wybudziła się sprawnie i już wieczorem w dniu operacji żwawo przemieszczała się po terrarium. Dla jasności - tak, to wielkie paskudztwo w pojemniczku obok gekona zostało z niej wycięte! Zaświadczam o tym, bo byłem, widziałem, sam to robiłem ;) Obrazowo rzecz ujmując - troszkę jakbyśmy my musieli dźwigać w swoim brzuchu kulę do kręgli. Niestety, w całej tej historii, mimo najważniejszego happy endu, pozostaje jedna smutna niewiadoma - natura owego szczęśliwie usuniętego tworu. No bo może to być zmiana nowotworowa (co samo w sobie też nie jest diagnozą ostateczną - wówczas warto jeszcze rozpoznać z jakiej tkanki wywodzi się nowotwór i ustalić stopień jego złośliwości), może być zmiana torbielowata, może być wreszcie zmiana zapalna, ziarniniak spowodowany infekcją bakteryjną lub grzybiczą. Niestety, w tym wypadku właściciel nie chciał wykonać badania histopatologicznego, które dałoby odpowiedź na dręczące nas teraz pytanie. Przyznam, że jest to jeden z największych problemów medycyny weterynaryjnej. W medycynie ludzkiej praktycznie wszystko, co zostanie z człowieka wycięte, kierowane jest na badanie histopatologiczne. Gdy z powodu kamicy żółciowej miałem usunięty pęcherzyk żółciowy, ten również został przebadany pod mikroskopem, mimo że w diagnostyce nie padało podejrzenie zmian rozrostowych. Ot - taki standard. Między innymi dlatego możemy zaczytywać się arcyciekawymi wpisami na facebookowym profilu Patolodzy na klatce. W przypadku medycyny weterynaryjnej właściciele często rezygnują z badania usuniętych zmian nawet wówczas, gdy są ku temu wyraźne wskazania (np. podejrzenie złośliwości zmiany rozrostowej). Niestety "poczekamy-zobaczymy" często zwycięża w finansowym pojedynku z "dowiedzmy się na pewno". Po części rozumiem, bo to jednak dodatkowe koszty. Niestety, prawda jest taka, że cierpi na tym rozwój całej medycyny weterynaryjnej, szczególnie tej jej gałęzi, która zajmuje się wciąż słabo jeszcze poznanymi zwierzętami "egzotycznymi". Iluż to ciekawych odkryć można by dokonać, gdyby badania histopatologiczne były powszechniej stosowane...

Portret gekona orzęsionego


        Gekony orzęsione (Correlophus ciliatus), potocznie zwany "orzęskiem", to niezwykle sympatyczne jaszczurki, w ostatnich latach niezwykle popularne wśród pasjonatów terrarystyki. Chociaż opisano je już w 1866 roku, do 1996 uznawane był za gatunek wymarły. Na szczęście udało się je odkryć na nowo, a część osobników, zapewne nieco pokątnymi drogami, trafiła do ogólnej hodowli. Wraz z grupą kilku spokrewnionych gatunków zasiedlają endemicznie wyspy Nowej Kaledonii (a że Nowa Kaledonia, chociaż leży nieco na północ od Australii, jest zamorskim terytorium Francji, można powiedzieć, że "orzęski" są "Francuzami" :) ). Nieodparty urok, wiecznie "uśmiechnięty" wyraz twarzy oraz stosunkowa łatwość w utrzymaniu sprawiły, że gatunek ten szybko stał się bardzo popularny w domowych terrariach. A im liczniejsza jest populacja w hodowli, tym częściej - zgodnie z zasadami statystyki - stykamy się w niej z różnymi przypadkami patologii i anomalii. Tym bardziej w populacji, która pochodzi od stosunkowo niewielkiej grupy rodzicielskiej.

Wykorzystana literatura:
● Kophamel S. i wsp. "Lipogranulomatous oophoritis in a Leach´s giant
gecko (Rhacodactylus leachianus)"; Wiener Tierärztliche Monatsschrif
● Le Souëf A.T. i wsp. "Ovariectomy as treatment for ovarian bacterial granulomas in a Duvaucel’s gecko (Hoplodactylus duvaucelii)"; New Zealand Veterinary Journal
● Lock B.A. "Reproductive Surgery in Reptiles"; Veterinary Clinics of North America: Exotic Animal Practice

O kocich biedach

  Weterynaryjny Wtorek! Coś się od tematu kotów ostatnio nie można uwolnić, ale jak spływają dobre wieści, to warto o nich głośno mówić! Wra...