wtorek, 16 grudnia 2025

Inwazyjne żółwie

Ostatnio mam straszną gonitwę myśli i ciężko mi się skupić na jednej rzeczy, bo już z tyłu głowy czuję, że 10 innych zaczyna zalegać, więc pewne rzeczy publikuję z drobnym opóźnieniem... Na przykład doniesienia z VII Polskie Sympozjum Herpetologiczne, które odbyło się w ostatnich dniach listopada we Wrocławiu.

Wśród liczny fascynujących poruszonych tam tematów, szczególną moją uwagę zwrócił materiał autorstwa badaczy z Pracowni Rybactwa Śródlądowego i Akwakultury Katedra Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu pod tytułem: "Ocena stopnia inwazyjności żółwi z rodzaju Pseudemys w Polsce i Europie Środkowej".


Tak w dużym skrócie - kiedyś baaaardzo powszechne były w sklepach zoologicznych żółwie ozdobne (Trachemys scripta), a szczególnie ich czerwonolicy podgatunek (T.s.elegans). Niestety, szybko okazywało się, że wcale nie są aż tak dobrymi zwierzętami towarzyszącymi, bo - wbrew temu, co mówił sprzedawca - bardzo szybko rosną i mają swoje wymagania (i to nawet całkiem spore), więc masowo lądowały w różnych zbiornikach wodnych. A że to twardziele, jakich mało, to stały się inwazyjnym gatunkiem obcym, zagrażającym naszej przyrodzie. Wprowadzono więc zakaz ich hodowli i sprzedaży. Ale że rynek pustki nie lubi, ich miejsce zajęły inne północnoamerykańskie żółwie o biologii stosunkowo mocno zbliżonej - żółwie z rodzaju Pseudemys. Może trochę bardziej roślinożerne, może nieco bardziej ciepłolubne... Za to rosnące do nawet większych rozmiarów niż ich poprzednicy - długość pancerza często przekracza 40 cm, a niektóre dojrzałe samice Pseudemys concinna mogą osiągać nawet pod 6-7 kg wagi. Poza tym podstawowe wymogi są mocno zbliżone do "trachemysów", więęęęc... co może pójść nie tak?


Jak się domyślacie, analizy wykazały, że "pseudemysy" również stwarzają zagrożenie inwazyjności. Ba, one są już obecne w wielu miejskich zbiornikach, o czym świadczą zgłoszenia w aplikacji iNaturalist (fenomenalne narzędzie, doczeka się osobnego wpisu). W niektórych "egzotycznych" dla siebie miejscach już się rozmnażają (np. w Korei), a dodatkowo w handlu dostępne są zazwyczaj nie "czyste" genetycznie gatunki (chociaż filogenetyka tego rodzaju i tak jest bardzo pogmatwana), a hybrydy z niekontrolowanych pod tym względem żółwiowych ferm.


Pamiętajcie zatem, szczególnie teraz w okresie przedświątecznym - każdy zakup zwierzęcia to wzięcie na siebie wielkiej odpowiedzialności. Nie tylko za opiekę nad nim, ale czasami wręcz za losy rodzimej przyrody!

Dorosła samica żółwia z rodzaju Pseudemys

Wykorzystana literatura:
● Bassett L.G. i wsp. "Diet and Isotopic Niche of the Rio Grande Cooter (Pseudemys gorzugi) and Syntopic Red-eared Slider (Trachemys scripta elegans) in San Felipe Creek, Texas, USA"; Chelonian Conservation and Biology
● Casteel J.L. i wsp. "Analysis of Methods to Estimate Abundance of River Cooters, Pseudemys concinna: An Example from the Santa Fe River, Florida"; Ichthyology & Herpetology
● Koo K.S. i wsp. 'First report on the natural breeding of river cooter, Pseudemys concinna Le Conte (1830), in the Republic of Korea"; BioInvasions Records
● Łyczkowska K. i wsp. "Ocena stopnia inwazyjności żółwi z rodzaju Pseudemys
w Polsce i Europie Środkowej"; materiały VII Polskiego Sympozium Herpetologicznego
● Siders Z.A. i wsp. "Somatic Growth and Maturity for Four Species of River Cooter Including Pseudemys concinna suwanniensis, P. nelsoni, P. peninsularis, and P. texana"; Biology
● Spinks P.Q. i wsp. "Misleading phylogenetic inferences based on single-exemplar sampling in the turtle genus Pseudemys"; Molecular Phylogenetics and Evolution

Wszystkie obrazy i tekst objęte prawami autorskimi

piątek, 3 marca 2023

O śnieżyczce na przedwiośniu

Taka niezdecydowana ta pogoda ostatnio. Ni to zima, ni to wiosna, raz przygrzeje słońce, potem znowu kałuże skuje lodem. Ale już widać pierwsze zwiastuny nadciągającej zmiany. Już pierwsze promyki wiosny zaczynają zielenić się na trawnikach i gałęziach. A skoro już wiosna tuż za rogiem, już puka do drzwi, to czas na przebiśniegi...
Śnieżyczka przebiśnieg (Galanthus nivalis), obok jej podobnej kuzynki śnieżycy wiosennej (Leucojum vernum), to najwcześniej zakwitające cebulowe byliny w naszym klimacie. Liście i kwiaty wypuszcza niejednokrotnie jeszcze w trakcie zalegania pokrywy śnieżnej, co dobitnie sugeruje jej polska, ale i łacińska nazwa (nivalis = śnieżny). To znaczy... o ile jest jakaś pokrywa śnieżna, bo z tym to tak średnio ostatnimi czasy 😉
Kępka śnieżyczek przebiśniegów w rezerwacie Skarpa Ursynowska
Naturalny areał występowania w naszym kraju obejmuje tereny górskie, pogórze, Górny Śląsk i w mniejszym stopniu także Wielkopolskę i Polesie. Stanowiska odnajdywane na północy kraju i w większości obszaru Polski Centralnej uznawane są za pochodzenia antropogenicznego - jako "uciekinierów" z ogródków i innych nasadzeń. Dziś w odpowiednich dla siebie siedliskach nie należy do rzadkości, ale jeszcze w pierwszej połowie XX wieku została zaliczona przez nestora ochrony krajowych roślin Leonidasa Świejkowskiego do "najbardziej zagrożonych wyniszczeniem gatunków roślin w Polsce". Na szczęście objęcie jej ochroną gatunkową (jeszcze do 2014 roku ścisłą, obecnie już tylko częściową) i utworzenie kilku rezerwatów dedykowanych głównie jej (np. rezerwat "Śnieżyczki" w gminie Repki) uratowało polską populację od całkowitej zagłady. Mimo złagodzenia poziomu ochrony, dziko występujących roślin nadal nie można zrywać ani wykopywać! W Polsce grozi za to kara grzywny lub nawet pozbawienia wolności. Na szczęście śnieżyczki są łatwo dostępne w handlu ogrodniczym i każdy, kto ma na to ochotę i zapewni im odpowiednie warunki, może wysadzić cebulki u siebie w ogródku lub skrzynce balkonowej.
Łany kwitnących zawilców w rezerwacie Skarpa Ursynowska
Widoczne na zdjęciu przebiśniegi napotkałem w 2006 roku, jeszcze za studenckich czasów, kiedy to sporo czasu spędzałem na ursynowskim kampusie SGGW. W przerwach między wykładami i ćwiczeniami (a plan na Weterynarii był niejednokrotnie tak układany, że potrafiły one trwać po 3-4 godziny) lubiłem chadzać na drugą stronę ulicy Nowoursynowskiej, by na lewo od Rektoratu skręcić wydeptaną ścieżką w dół ciągnącej się jakieś 30 kilometrów przez stolicę z północy na południe Skarpy Warszawskiej. Rezerwat Skarpa Ursynowska, chociaż początkowo nie zrobił na mnie jakiegoś niebywałego wrażenia (chyba przez zbytnią dostępność, "zadeptanie" i zaśmiecenie), tak naprawdę był jedynym godnym przyrodniczej uwagi miejscem na takie międzyzajęciowe wypady. I jak już kiedyś pisałem na łamach "Naturalnie w Warszawie..." te spacery przyniosły z czasem całkiem wymierne skutki (jak pierwsze stwierdzenie w Warszawie lipnika lepkiego (Holwaya mucida) - zachęcam do skorzystania z lupki). Pełnią wiosny runo pokrywają tam łany zawilców gajowych (Anemone nemorosa) i żółtych (Anemone ranunculoide), kokoryczy pełnej (Corydalis solida) i złoci żółtej (Gagea lutea), jednak zanim to nastąpi, runo grądu zboczowego pozostaje brudno-brunatne od opadłych liści. Tym łatwiej było wypatrzeć wśród nich soczyście zieloną kępkę śnieżyczki. Rosła tam w pojedynkę, bez towarzystwa, lecz dzielnie trwając w tym osamotnieniu i wypuszczając kilkanaście dzwonkowato zwieszających się kwiatów. W rozmowie ze znajomymi z akademików dowiedziałem się, że kiedyś było ich tam więcej, ale najwyraźniej ich urok okazał się dla nich zgubny i obecnie stanowią raczej rzadkość. Śnieżyczka wymieniana jest też w jednym opracowaniu florystycznym rezerwatu - autorstwa Wojciecha Ciurzyckiego, Moniki Budny i Katarzyny Marciszewskiej z roku - 2018. Co ciekawe, nie wspomina o niej Pani Eliza Grabowska w swoim artykule "Rola rezerwatu "Skarpa Ursynowska" pod wpływem antropopresji" z roku 2016.
Lipnik lepki odnaleziony przeze mnie w rezerwacie Skarpa Ursynowska
Od czasów studiów widywałem śnieżyczkę wyłącznie jako ozdobę ogródków lub eksponaty botaniczne. Dopiero w marcu 2022 roku ponownie natknąłem się w Warszawie na takie pół-naturalne, zdziczałe stanowisko w zadrzewieniach nieopodal Kładka Żerańska, składające się z kilku rozrzuconych na niewielkiej przestrzeni kwitnących kępek. W obu przypadkach śnieżyczki potencjał do rozwoju mają - są to bowiem tereny o charakterze odpowiednio grądu i łęgu - wprawdzie w obu przypadkach w postaci zdegradowanej, ale jednak... A jak jest w tym roku? Jest tu może ktoś z tamtych okolic? A może znacie inne takie zdziczałe stanowiska?
Śnieżyczka przebiśnieg przy kładce żerańskiej
Wykorzystana literatura:
● Ciurzycki W. i wsp. "Protection and Threats to the Plant Cover of the Skarpa Ursynowska
Nature Reserve in Warsaw"; Annals of warsaw University of Life Sciences
● Grabowska E. "Flora rezerwatu "Skarpa Ursynowska" pod wpływem antropopresji"; Przegląd Przyrodniczy● Snopek A. "Problemy funkcjonowania rezerwatu przyrody na kampusie akademickim: przykład rezerwatu Skarpa Ursynowska (Warszawa) i Forêt de Dorigny (Écublens, Szwajcaria)"; Przegląd Przyrodniczy 

Wszystkie obrazy i tekst objęte prawami autorskimi

sobota, 25 lutego 2023

Bobry, czarki i błękitne drewno, czyli o przedwiośniu w Bielańskim Lesie

W minioną niedzielę, 19 lutego 2023, miałem przyjemność powędrować nieco ze znajomymi po Las Bielański w poszukiwaniu śladów bytowania bobrów. Ich temat nieco rozszerzę niebawem, chciałbym jednak z nieskrywaną radością oznajmić, że wiosna już nieśmiało zaczyna prezentować swe wdzięki. Runo oprócz brązów i burości opadłych liści przywdziewa świeżo-zielone odzienie. Lada moment, a wybuchnie feerią bieli, żółci, fioletu i purpury, gdy zakwitną wszystkie tamtejsze rośliny zielne - zawilce, kokorycze, miodunki, złocie, gwiazdnice i fiołki.

Bobrowa tama na Rudawce - temat na osobny wpis ;)
Dzięcioły łomotały w pnie drzew jakby robiły sobie konkurs na najlepszego perkusistę las. W sumie tak w istocie jest... gnane testosteronową burzą hormonów dzięcioły nie są zbyt uzdolnione wokalnie, stąd zamiast wyśpiewywać arie, posługują się drewnianą perkusją, na której werblują w charakterystycznym dla danego gatunku dzięcioła rytmie. W szaleńczych pościgach między pniami drzew śmigały w rytm wibrującego pogwizdywania kowaliki (Sitta europaea), a wyżej wśród gałęzi radośnie poświstywały sikory - bogatka (Parus major) i modraszka (Cyanistes caeruleus). Z oddali, z wysokiego dębu gdzieś przy ul. Dewajtis odezwał się puszczyk (Strix aluco). W pewnym momencie nad koronami drzew przeleciało kilka całkiem pokaźnych kluczy gęsi, które zdecydowanie łatwiej było usłyszeć niż zobaczyć na skrawkach prześwitującego przez gałęzie nieba. Innym, z daleka dobiegającym lecz już nie ptasim odgłosem, było porykiwanie oślicy Klary, zamieszkującej zagrodę przy pokamedulskim kościele błogosławionego Edwarda Detkensa.

Muł Franek i oślica Klara w przykościelnej zagrodzie
Bezlistność drzew pozwoliła skupić się na różnorodności form pni i tekstury kory poszczególnych gatunków drzew. Mogliśmy też zobaczyć, czym różni się złom od wykrotu, a także poanalizować chwilę różnicę między obrzękiem a rakiem w nomenklaturze leśnej (bo chociaż oba te zjawiska to patologie, podobnie jak w medycynie weterynaryjnej, to w świecie roślinnym mają zupełnie inne znaczenie). Zachwyt wzbudzały też pyszniące się różną intensywnością zieleni pniaki porastane różnymi gatunkami mchów, które - mam takie postanowienie - kiedyś jeszcze będę w stanie oznaczyć ;)

Próchnilec długotrzoneczkowy (Xylaria longipes)

Całkiem dużo było też grzybów, chociaż luty to pora mało kojarzona z grzybobraniem. Szczególnie nadrzewnych saprotrofów - gatunków związanych z martwym drewnem. Sporo było kisielnic - kędzierzawej (Exidia nigricans) i trzoneczkowatej (Exidia glandulosa), które porównane zostały - może niezbyt elegancko - do sarnich bobów. Wyróżniający się morski kolor na jednej z kłód był sprawką rozwijającej się chlorówki (Chlorociboria sp.), która jeszcze nie wytworzyła owocników, ale już jej obecność byłą ewidentna za sprawą wytwarzanej przez nią niebieskozielonej ksylindeiny - charakterystycznego wyłącznie dla tych grzybów barwnika, który niegdyś służył celom zdobniczym (np. renesansowe intarsje z Włoch czy XVIII-wieczne rękodzieła z angielskiego Tonbridge) , a współcześnie doszukuje się w nim alternatywy dla krzemu jako półprzewodnika w elektronice. Trafiły się też skórnik szorstki (Stereum hirsutum), wrośniak strefowany (Trametes ochracea), próchnilec gałęzisty (Xylaria hypoxylon) i długotrzonkowy (Xylaria longipes), jak również smętne resztki zrosłozarodni śluzowca rulika groniastego (Lycogala epidendrum). Jednak gwiazdami wśród grzybów zdecydowanie zostały czarki (Sarcoscypha sp.), o których już pisałem w 2019 roku. Przypomnę może: "Dziś chciałbym przedstawić Wam przepiękne czarki, traktowane czasami jako odpowiednik przebiśniegów świata grzybów. Faktycznie, owocniki czarek pojawiają się na przedwiośniu (od marca do początków maja), jednak w cieplejsze, bezśnieżne zimy można je znaleźć już w grudniu lub styczniu. Chociaż są niezwykle jaskrawo ubarwione (miseczki, a bardziej fachowo - apotecja - od zewnątrz (tzw. hypotecjum) są różowawo-pomarańczowe, od wewnątrz wyścielone szkarłatnym, krwistoczerwonym hymenium), czasami dosyć trudno je wypatrzeć w ubiegłorocznej ściółce. Miseczki osadzone są zazwyczaj na krótkich, najczęściej całkowicie schowanych w podłożu trzonkach i wyrastają na drewnie różnych gatunków drzew liściastych (często olsz, wierzb i klonów, ale nie tylko). Zazwyczaj zasiedlają wilgotne i podmokłe lasy łęgowe, chociaż w ostatnich latach notowane bywają także w środowiskach antropogenicznych (jak zaniedbane parki czy cmentarze).
Wrośniak strefowany (Trametes ochracea)
Przebarwienie drewna spowodowane przez wzrost chlorówki (Chlorociboria sp.).
Na lewo od niego widoczne są także drobne pomarańczowe punkciki - to łzawnik (Dacrymyces sp.)

W kraju odnotowano obecność trzech gatunków czarek, które jeszcze do niedawna traktowane były w kategorii pojedynczego taksonu i określane były jako czarka szkarłatna (Sarcoscypha coccinea). Dziś wiemy, że tak naprawdę najliczniejszym przedstawicielem rodzaju jest u nas czarka austriacka (S.austriaca), opisana z około 160 stanowisk (stan na rok 2015). Czarka jurajska (S.jurana) znana jest z pojedynczych stanowisk i obecnie, po zmianach z 2014 roku, jest jedyną czarką podlegającą w naszym kraju ochronie prawnej. Pozostałe dwie, choć wciągnięte na listę gatunków chronionych w 2004 roku, 10 lat później zostały z niej skreślone. Problem w tym, że okiem nieuzbrojonym nie jesteśmy w stanie rozróżnić poszczególnych czarek. Do oznaczenia gatunku niezbędny jest mikroskop, pod którym oceniamy wygląd zarodników oraz włosków na powierzchni owocnika. Czarki uznawane są za jadalne, ale nie prezentują sobą jakichś wybitnych walorów kulinarnych. Oficjalne źródła stwierdzają w Warszawie jedynie czarkę austriacką lub po prostu czarkę bez oznaczenia gatunkowego. Notowane były w Lesie Bielańskim (pierwsze stwierdzenie ze stolicy, z roku 2002), Lesie Bemowskim, w rezerwacie "Skarpa Ursynowska", na Zakolu Wawerskim, w Lesie Bródnowskim czy w nadwiślańskich łęgach. Co ciekawe, stanowisko z bielańskiego międzywala Wisły jest jednym z najliczniejszych w Polsce (stwierdzono tam ponad 300 owocników!)". Tegoroczne czarki odnalazłem niemal w tym samym miejscu, co te z roku 2019 - w korycie wyschniętego Potoku Bielańskiego.
Apotecja (typ owocnika) czarki (Sarcoscypha sp.)
Czy któryś aspekt z opisanej wycieczki zainteresował Was bardziej? Może chcielibyście rozwinąć któryś temat?
Wykorzystana literatura:
● Blanchette R.A. i wsp. "The Use of Green-Stained Wood Caused by the Fungus Chlorociboria in Intarsia Masterpieces from the 15th Century"; Holzforschung
● Kimbar R. ""Wady drewna"
● Szczepkowski A. i wsp. "Czarka austriacka Sarcoscypha austriaca (O.Beck ex Sacc.) Boud. w Polsce - nowe stanowiska i nowy substrat"; Parki Narodowe i Rezerwaty Przyrody
● Szczepkowski A. i Kozłowski M. "Stanowiska czarki austriackiej Sarcoscypha austriaca (O.Beck ex Sacc.) Boud. w środkowo-wschodniej Polsce"; Chrońmy Przyrodę Ojczystą

Wszystkie obrazy i tekst objęte prawami autorskimi

O kocich biedach

  Weterynaryjny Wtorek! Coś się od tematu kotów ostatnio nie można uwolnić, ale jak spływają dobre wieści, to warto o nich głośno mówić! Wra...